Strona główna
Reklama
Reklama
Poznań. Ciało dla nauki
Nie ma tygodnia żeby na Uniwersytet Medyczny w Poznaniu nie dzwoniła osoba, która chciałaby oddać swoje ciało nauce. Najczęściej są to osoby starsze i samotne, ale zdarzają się także dwudziestokilkulatkowie. Jeszcze pięć lat temu uczelnia mogła liczyć zaledwie na jedne, góra dwa ciała do badań rocznie.

- Dziś świadomość ludzi się zmienia -mówi prof. Małgorzata Bruska, kierownik Katedry i Zakładu Anatomii Prawidłowej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. To właśnie tam setki przyszłych lekarzy, stomatologów, położników uczy się jak zbudowane jest ludzkie ciało.

Kilka lat temu profesor Bruska zamieściła na stronie internetowej apel. Prosiła i tłumaczyła w nim, jak ważne jest aby studenci mogli uczyć się anatomii nie tylko dzięki atlasowi, na co w dużej mierze skazani. - Nie wiem czy pomógł mój apel, czy wprowadzony wówczas program donacyjny, ale faktem jest, że chętnych przybyło w sposób znaczący - mówi dziś.

Program donacyjny wprowadziły wszystkie uczelnie medyczne w kraju.Zakładał uproszczenie procedur darowania swojego ciała do badań naukowych.

W zeszłym roku uczelnia otrzymała siedem zwłok. - Żeby zajęcia były zabezpieczone powinno ich być najlepiej dwanaście. - Najbardziej zaskakują oświadczenia składane przez ludzi młodych. Mówię sobie wówczas, człowieku życzę ci żebyś żył jak najdłużej - opowiada kierowniczka zakładu anatomii.

Najczęściej chęć darowania swojego ciała na cele naukowo - dydaktyczne deklarują osoby starsze. - Mieliśmy np. małżeństwo staruszków. Nie mieli dzieci i oboje postanowili przekazać po śmierci swoje ciała uniwersytetowi - mówi prof. Bruska. - Oboje świetnie wykształceni i świadomi - dodaje.

A czy zrobiliby to sami studenci? - Owszem - mówi student pierwszego roku pielęgniarstwa Dennis Tonn w przerwie zajęć z anatomii. Jego koleżanki jednak, jeśli już miałyby się poświęcić nauce wolałyby oddać po śmierci narządy. - Nie wiadomo na jakich studentów się trafi, niektórzy mogą nie uszanować ciała. Różnie bywa - głośno myślą Natalia Baranowska i Anna Pawlak.
Ludzie, którzy oddają ciało nauce nie zadają zbędnych pytań.

- Czasami tylko chcą wiedzieć ile rodzina dostanie w zamian pieniędzy. Wtedy spokojnie tłumaczę, że donacja jest nieodpłatna - wspomina profesor.- Raz też zdarzyło się, że ktoś zanim podpisał deklarację chciał obejrzeć dokładnie prosektorium - mówi i dodaje, że osoby przekazujące ciała uczelni pochodzą głównie z Wielkopolski, ale zdarzają się też osoby z innych regionów. - Nie chcą natknąć się na nikogo znajomego na sali sekcyjnej - zauważa. Wiele osób pyta co z ciałem dzieje się po sekcji i co z pogrzebem? - Na jednym ciele przeciętnie pracujemy pięć lat. Potem podlega kremacji i wtedy prochy chowane są w ramach urzędowego ceremoniału w zbiorowej mogile na cmentarzu na Miłostowie. - Lub są przekazywane rodzinie, która życzy sobie pochówku w rodzinnej mogile- mówi profesor. - Nie robimy dla donatorów i ich rodzin ekumenicznych nabożeństw pod koniec roku, jak uczelnia w Katowicach.

Co na to wszystko Kościół? Ma w tym względzie jasne stanowisko: przekazywanie ciała na cele naukowe jest zasadne. - Kościół nie ma nic przeciwko temu - mówi o. Leonard Bielecki. - Stoi na straży życia, a w tym wypadku ciało ludzkie służy przyszłym lekarzom aby wiedzieli jak to życie ratować - tłumaczy.

Zaznacza jednak, że po kremacji powinien odbyć się tradycyjny katolicki pochówek.

Niedawno sale prosektoryjne z wysokich, ciemnych i przykurzonych pomieszczeń zmieniły się w pokoje o jasnoróżowych ścianach, przypominają zwykłe sale seminaryjne. Różnice można dostrzec dopiero na drugi rzut oka. Na środku stoi wózek, a na nim ludzki mózg (za chwilę zaczynają się zajęcia). A w gablotach ustawionych przy ścianach stoją niezliczone ilości rąk, nóg, fragmentów szkieletu. To eksponaty z dawnego muzeum. Po remoncie, który skończył się w tym roku trafiły do sal prosektoryjnych.

źródło: gloswielkopolski.pl
Poprawiony: środa, 14 listopada 2012 09:05
 
© Informed 2012-2014